dzien-matki

Dzień Matki, czyli miłość sernikiem wyrażona.

dzien-matki

Mniej więcej za rok o tej porze, będę zapewne zalana łzami wzruszenia pękać z dumy. W rozmazanym makijażu i odświętnym outficie, dzierżąc w dłoni papierowego tulipana lub laurkę mocno ekspresyjnie artystyczną, obchodzić będę Dzień Matki. Dumna i blada z występu Kosich na moją cześć i uwielbienie. Zadba o to ministerstwo edukacji narodowej, filia przedszkolna w Gdyni.


Jeszcze muszę poczekać ma własnoręcznie szabrowane przez Kosich naręcza bzu, upieczone biszkoptowe zakalce i całusy w ramach szczerej -o Dnu Matki- pamięci.
Tymczasem, mamy TERAZ i tegoroczny Dzień Matki będę obchodzić jeszcze „jak dotąd”. A ponieważ w naszym domu najbardziej niezrozumiałymi słowami są „n-i-e-s-p-o-d-z-i-a-n-k-a” i „k-r-e-a-t-y-w-n-o-ś-ć” to muszę zadbać o ten szczególny dzień po swojemu.

Od początku mówię, że zderzenie moich wyobrażeń o macierzyństwie z twardym murem jego rzeczywistości bolało mnie bardzo, długo i zdziwiło mnie jak ateistę w piekle. Głośno o tym mówię i dosadnie. Parę razy zebrałam już za to cięgi.  I nie jest mi wstyd za moje myśli z „wtedy” i za niektóre słowa, bo choć bolesne i gorzkie były prawdziwe i jednocześnie zapowiadały najpiękniejszą przygodę mojego życia.
dzien-matki

Zatem, nim rozbrzmi pierwsza przedszkolna pieśń na moją matczyną cześć i zanim padnie pierwszy wers Dzień Matkowego wiersza, ja uczczę to święto. Bo jestem wdzięczna. Już  od trzech lat Bogu dziękuję za każdy dzień z moimi dziećmi. Nawet za ten, w którym stąpam już po wąskim gzymsie mojej cierpliwości, siły i opanowania. Za każdy ich uśmiech, każde słowo i niekończącą się radość. Walę po oczach banałem. No, może. Ale inaczej chyba tego nie można ująć. Zwłaszcza dzisiaj.

„Ze swojej drogi zejdę,
będę z Tobą.
Dokądkolwiek pójdziesz, cokolwiek zrobisz,
będę z Tobą
Gdziekolwiek się zwrócisz, cokolwiek powiesz,
będę z Tobą.”

Przyszłość napawa mnie obawą. Boję się, że Kosi dorosną, albo co gorsza, że nie dorosną i będą w głowach mieli muł, sieczkę i styropianowe kulki. Że ich ktoś skrzywdzi. Już nie licząc tych końców świata z powodu złamanych serc i tragicznych finałów kolejnych przyjaźni, co to zawsze mają być do końca życia. Tylko, że ich ktoś tak kopnie w osiem liter, że pożałują że dorośli. Że los ich nie oszczędzi. Że przestaną biegać jak dzikie mustangi po padoku dzieciństwa, i że zaczną stąpać boso po kamienistym bruku życia.
dzien-matki

Mam jeszcze tyle do roboty przy nich. Tyle jeszcze muszę im pokazać, tyle powiedzieć  wbić do głów. Przytłacza mnie odpowiedzialność za zrobienie z nich ludzi. Muszę Zosię nauczyć piec ciastka i zakochiwać się na zabój. Kajtka – szanować kobiety, kochać, nie krzywdzić, być tolerancyjnym i otwartym na świat. Chcę by wyszli spod moich ramion silni, mądrzy, pewni siebie, pokorni wobec tego na co nie mają wpływu. Jeszcze tyle roboty przede mną, a już myślałam że odpieluchowanie to „level master”.

„Ze swojej drogi zejdę,

będę z Tobą.
I w najlepszej z chwil, i najgorszej też,
będę z Tobą
Jak i w pierwszym, tak i w ostatnim dniu,
będę z Tobą…
Z Tobą.”

Sama jestem kulawym kapralem, który na wojnie z macierzyństwem stracił nogę. Wychowuję więc, nie zawsze w oparach sielanki, taplając się w morzu cierpliwości. Nauczam, pokazuję i objaśniam, często używając środków przekazu mocno alternatywnych. A na pewno wysoko decybelowych. Każdy mój upadek z Everestu rodzicielskiej cierpliwości i spokoju, okupuję wyrzutami sumienia. Za podniesiony głos i ostry ton najchętniej zakopałabym się pod ziemię żywcem. Zwłaszcza teraz, kiedy w sytuacjach kryzysowych coraz częściej słyszę „nie krzycz na mnie”.

„Ty przed Tobą świat,
za Tobą ja,
a za mną już nikt”

Jestem już wyspana, komunikacja z moimi dziećmi jest już na poziomie zdań  złożonych, nawet w dwóch językach. Rozumiemy się obustronnie, choć nie zawsze zgadzamy. Jest nam ze sobą coraz lepiej, choć nie tworzymy idealnego tercetu.
Jeszcze tyle mnie czeka wzruszeń, tyle zszarganych nerwów. Tyle pyskówek i trzaskających drzwi, wywiadówek, wybitych piłką szyb. Otartych łokci, kolan. Szykuję rękawy do ocierania łez, wiadra kawy  na bezsenne noce w oknie czekając na wracające z densów dzieci. Spódnicę długą do wycierania smarków. Szykuję miejsce w sercu na ogrom miłości jaką dostanę jeszcze od Kosich.
dzien-matki

Ze łzami już widzę jak mało mnie potrzebują. Jak są samodzielni. A to przecież dopiero początek tego procesu. Dlatego chłonę te chwile, na siłę zamykam to dzieciństwo w momentach. Chce je zatrzymać, zabrać, schować.

Gdyby nie to macierzyństwo, nie wiedziałabym jak szeroki jest ocean mojej cierpliwości i że pojęcie „bezbrzeżny” jest krótsze niż mi się wydawało. Nie wiedziałabym, ile to pracy ile to wyrzeczeń i ile to radości. Nie poznałabym mojej przecudnej Brygady Kryzys  – bo nie musiałabym kisnąć na Placu Zabaw.
Gdybym nie została mamą ominęłoby mnie za dużo.

Dlatego dzisiaj, zamiast czekać na upominki, gesty i prezenty, korzystając z tego podniosłego dnia, polecam podziękować też tym małym ludziom, którzy pozwalają nam spełniać się macierzyńsko. Wnosząc w nasze uporządkowane życie chaos, pożogę i piasek z piaskownicy w butach. Taszcząc na swoich małych barkach niewyobrażalne pokłady radości, miłości, uśmiechu, szczęścia.

Dzisiaj zamiast oczekiwać podarunków, ja dziękuję. Moim Odlotowcom i Panu Mężowi za to, że jesteśmy rodziną, że mogę być mamą i chociaż mocno w tym macierzyństwie kuleję, to najpiękniejsze co mnie w życiu spotkało.

W ramach tych wdzięczności i jako łapówka „a konto” przyszłych przedszkolnych wzruszeń, serwuję i polecam obłędny sernik bez pieczenia. Taki co to wiecie „jedną łyżką ” w 20 minut powstaje. Musi on wystarczyć dzisiaj za każde moje słowo, jako wyraz wdzięczności i miłości. Bo ja pewnie słowa  z siebie nie wyduszę.

Przepis – nie inaczej- jak od Doroty. Zmieniłam w nim jedynie czekoladę na mleczną, zupełnie pomijając cukier. Niech się święci Dzień Matki!
dzien-matki

Aksamitny sernik czekoladowy z wiśniami:

Składniki na spód:

  • 100 g ciastek pełnoziarnistych typu digestive (lub innych ciastek zbożowych)
  • 40 g masła, roztopionego
  • 1 łyżka kakao

Formę o średnicy 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia (samo dno). Ciastka, kakao, roztopione masło umieścić w malakserze i zmiksować do otrzymania masy o konsystencji ‚mokrego piasku’. Masę ciasteczkową wyłożyć na dno formy, wyrównać. Włożyć do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

Składniki na masę serową:

  • 500 g serka mascarpone, schłodzonego
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 300 ml śmietany kremówki 30% lub 36%, schłodzonej
  • 1 łyżka pasty waniliowej, ekstraktu z wanilii lub cherry brandy (tej ostatniej można dodać więcej)
  • 300 g gorzkiej czekolady, roztopionej w kąpieli wodnej
  • 400 – 500 g świeżych wiśni, wydrylowanych (lub rozmrożonych i osuszonych)

Serek mascarpone przełożyć do naczynia i wymieszać łyżką z cukrem pudrem, dokładnie, by nie było grudek (lub krótko przy pomocy miksera). Dodać pastę waniliową, wymieszać. Partiami dodawać roztopioną, przestudzoną czekoladę, dokładnie mieszając przy pomocy rózgi kuchennej.

Śmietanę kremówkę ubić na sztywno, dodać do masy czekoladowej w celu jej rozrzedzenia i dokładnie lecz delikatnie wymieszać (ja to już zrobiłam na bardzo wolnych obrotach miksera, cały czas obserwując masę). Dodać wiśnie, wymieszać.

Masę serową wyłożyć na schłodzony spód, wyrównać. Włożyć do lodówki do stężenia (około 6 godzin lub całą noc).

Przed podaniem oprószyć kakao.

Mojej Mamie i Teściowej, życzę tego samego czego życzyłam im tu.
Tymczasem wszystkim Mamom, życzę pięknego, pełnego radości macierzyństwa. Zrozumienia dla siebie samej, przyzwolenia na emocje nie do końca chlubne. Życzę Wam-Nam życzę spokoju. Tylko spokój może nas uratować!

5 myśli na temat “Dzień Matki, czyli miłość sernikiem wyrażona.

  1. Bardzo fajny przepis, na pewno kiedyś go wykorzystam 😉
    Dzieci dorastają tego nie unikniemy, jak sobie o tym pomyślę to mam mieszane uczucia. Ale tak naprawdę dzieci nam są zadane, tylko żeby je wychować i puścić dalej w świat! 🙂

Dodaj komentarz

17 − 15 =